Strona główna | Mapa Strony

Piątek 30 Lipiec 2010 | Imieniny obchodzą: Ludmiła, Julita, Piotr
Menu
Gmina
Władze Gminy
Rada Gminy
Kontakt
Wsie gminne
Struktura Urzędu Gminy Bledzew
Referat i samodzielne stanowiska Urzędu Gminy Bledzew - zakres czynności

Prezentacja Gminy
Położenie
Warunki przyrodnicze
Bledzew w liczbach
Ciekawe miejsca
Pomniki przyrody

Informacje
Ważniejsze instytucje
Komunikacja
Gastronomia, noclegi
Turystyka i wypoczynek
Mapa Gminy Bledzew

Zabytki, historia
Dzieje kościołów
Zakon Cystersów
Bledzew na starej fotografii
Herb i flaga gminy

Szkoła Marzeń
Szkoła Podstawowa w Bledzewie
Szkoła Podstawowa w Templewie

Kultura, rozrywka, sport, zabawa i inne
Hala sportowa
Noc Świętojańska - Dni Bledzewa 2010
Prezentacja Gmin Powiatu Międzyrzeckiego - przytoczna 2010
Gmina Bledzew z lotu ptaka
Zespoły śpiewacze i taneczne
Dożynki Gminne 2009
Kalendarz imprez kulturalno-rozrywkowych na 2010r.
VII Turniej piłki halowej im. Mariana Kaczmarka - 2009/2010
Zaprezentuj się
Jarmark Cysterski 2009
Sport Kwalifikowany
Majówka 2010

Fundusze Europejskie
Projekty realizowane przez placówki oświatowe na terenie gminy Bledzew
Mała Akademia Przedszkolaka
Rozwój i rozpowszechnianie aktywnej integracji przez Ośrodek Pomocy Społecznej w Bledzewie

Nasze inwestycje
Stary Dworek
Kotłownie gazowe
Galeria
E-kartki
Goruńsko
  

 RYS HISTORYCZNY

Goruńsko to wieś o metryce średniowiecznej, wzmiankowana w źródłach w 1307 r., kiedy to wymieniony został pleban (Henryk de Grunz), zaś miejscowość określana była jako "civitatis" (miasto?), pierwotnie wieś wchodziła w skład dóbr rodziny Gorońskich. W XIV w. wieś należała do Niałków z Chyciny, a na pocz. XV w. do Mikołaja z Chyciny. W II poł. XV w. Goruńsko było własnością Jakuba z Bukowca (zwanego później Goruńskim), istniał w tym czasie dwór i karczma. W poł. XVI w. Goruńsko przez pewien czas było wsią ziemiańską, świadczącą poradle na rzecz zamku międzyrzeckiego. Od 1577 r. wieś należała do Abrahama Bukowieskiego, w owym czasie było 9 zagrodników, kowal i 2 pasterzy. W XVIII w. Goruńsko przeszło na własność rodziny Gorzeńskich, a następnie ponownie Bukowieckich (do poł. XIX w.), w 1856 r. majątek przeszedł w ręce niemieckie. W poł. XIX w. we wsi było 31 domów mieszkalnych i 273 mieszkańców. Do majątku należały folwarki: Potrzebowo, Strużyny, Borowy Młyn. Dominium liczyło ok. 5 300 mórg ziemi, 16 domów i 248 mieszkańców. Pod koniec XIX w. łącznie na terenie Goruńska mieszkało 514 osób (w tym większość pochodzenia niemieckiego). W l. 20-tych XX w., po północno-zachodniej stronie wsi, wybudowano kolonię rolniczą.

 

Kościół w Goruńsku

 

UKŁAD URBANISTYCZNY
  Historyczny (XIX-wieczny).

Pierwotnie wieś o założeniu owalnym, wytyczonym na osi N-S, wzdłuż historycznego traktu do Bledzewa. Należy przypuszczać, iż pierwotnie była to niewielka jednostka osadnicza, w której gospodarstwa rozlokowane były wokół nawsia ze stawem; prawdopodobnie pośrodku wsi posadowiony był kościół. Następnie wieś ewaluowała w kierunku południowym (w układzie osiowym), z szerokim, wieloczłonowym nawsiem, i dodatkowym stawem. W obrębie układu owalnicowego, w środkowej części wsi, wkomponowany został majątek. W kon. XIX w. była to stosunkowo duża wieś, o czytelnych cechach układu owalnicowego, z wieloczłonowym zawsiem. Pierzeje o zróżnicowanej kompozycji: zachodnia - zwarta, szczelnie zabudowana; wschodnia - w dwóch, zwartych ciągach. Nawsie wieloczłonowe, podzielone licznymi (poprzecznymi) drogami, częściowo zabudowane, z dwoma stawami, cmentarzem i kaplicą. Pośrodku wsi, po zachodniej stronie drogi rozlokowany był zespól folwarczny, złożony z dwóch, czworobocznych podwórzy (dziedzińców), pałacu i parku z ogrodem (w części południowej). Główna droga wiejska wytyczona na wysokości pierzei zachodniej, z licznymi drogami (dojazdami) w obrębie nawsia, w północnej części wsi krzyżówka w kierunku Chyciny i Sokolej Dąbrowy. Zabudowa głównie średniorolna, 3-budynkowa (pierzeja wschodnia), o układach w formie podkowy, w południowo-zachodniej części wsi oraz nawisu zabudowa małorolna lub wyrobnicza.

  Współczesny

Goruńsko to stosunkowo duża wieś sołecka, oddalona ok. 4 km na południe od Bledzewa. Wieś o czytelnym, pierwotnym założeniu owalnicowym, z historycznymi nawarstwieniami, które doprowadziły do rozczłonowania nawsia i zatarcia pierwotnej kompozycji pierzei wschodniej. Układ przestrzenny o kompozycji zwartej, ukształtowany w sposób osiowy (N-S) Po północno-zachodniej stronie wsi, przy drodze do Sokolej Dąbrowy, wybudowane w l. 20-tych XX w. w formie dwustronnej rzędówki, o luźnej aczkolwiek regularnej zabudowie. W obrębie owalnicowego układu pierzeja zachodnia stosunkowo zwarta, łukowata, wyraźnie wzniesiona do drogi. Pierzeja wschodnia rozplanowana w kilku ciągach, z odrębnymi drogami dojazdowymi, wyniesiona w stosunku do stawów. Nawsie rozczłonkowane, o luźnej (chaotycznej) zabudowie (w tym z nowymi elementami kubatorowymi). W obrębie zasadniczego układu przestrzennego dominują zagrody średniorolne, 3-budynkowe, rozlokowane na niewielkich działkach siedliskowych. W północnej części wsi budynki mieszkalne lokowane kalenicowo na froncie parceli, zaś w części południowej (głównie po zachodniej stronie drogi) chałupy posadowione szczytem do drogi. Dominuje budownictwo murowane, ceglane (tynkowane), wzniesione w okresie kon. XIX w. - 1 ćw. XX w. Sporadycznie występują obiekty o konstrukcji szachulcowej, z II poł. XIX w. (np. chałupy nr 54, 55, 57, stodoły nr 1, 5, 54, 57, 58). Chałupy głównie 3 i 5-osiowe, nakryte dachami 2-spadzistymi, o zróżnicowanych formach architektonicznych, dodatkowo wtórnie zdewaloryzowane przez wymianę stolarki okiennej i drzwiowej oraz liczne przemurówki. Budynki gospodarcze lokowane po bokach podwórka, (szczytem do drogi) wielofunkcyjne, murowane (ceglane lub kamienno-ceglane). Stodoły posadowione w głębi siedlisk, niewielkie (głównie 1-klepiskowe), w konstrukcji szkieletowej. Kościół - kaplica zlokalizowany jest pośrodku wsi, po południowo-wschodniej stronie stawu północnego i został wtórnie zaadoptowany do celów kultowych z dawnego grobowca. Obiekt o XVIII-wiecznej metryce, o częściowo przekształconej formie architektonicznej, bez wartości zabytkowych. Zespół folwarczny został zdewaloryzowany, o daleko posuniętej dekompozycji układu, z licznymi ubytkami, budynki gospodarcze stanowią własność kilku gospodarstw chłopskich. Dwór wyburzony został po 1945 r., zachowany budynek rządcy oraz d. gorzelnia (nieczynna). Teren pofolwarczny wygrodzony od drogi ażurowym murem ceglanym, z fragmentami parku po południowej stronie podwórza (pojedyncze drzewa i porosty).

Widok na Gorunsko

 

Na terenie wsi znajdują się 4 cmentarze:
1) poewangelicki, w centrum wsi (bezpośrednio przy stawie południowym), o czytelnych granicach, bez nagrobków, z pojedynczymi topolami,
2) poewangelicki, po północnej stronie wsi (przy drodze polnej, na wyniesieniu), o regularnym rozplanowaniu, z czytelnym układem alejowo-kwaterowym, z częściowo zachowanymi nagrobkami z I poł. XX w. oraz starodrzewiem liściastym (lipy, jesiony, dęby),
3) poewangelicki, po południowo-zachodniej stronie wsi, w osi dębowo - kasztanowej, o regularnym rozplanowaniu, z zachowaną budowlą grobowca (mauzoleum) z II poł. XIX w.,
4) żydowski, w południowo-zachodniej części wsi (w pobliżu cmentarza rodowego), o czytelnych granicach, bez drzewostanu i nagrobków.

Główna droga wiejska w swym pierwotnym przebiegu, o nawierzchni asfaltowej. Droga wschodnia o nieregularnym przebiegu, z licznymi (poprzecznymi) ciągami, o nawierzchni gruntowej. Po wschodniej stronie wsi zachowana droga zagumienna. W obrębie wsi brak zdecydowanych elementów zieleni przydrożnej, za wyjątkiem pojedynczych lip przed frontem zagród oraz współczesnych szpalerów z krzewów iglastych.

 

 

Widok na Goruńsko

 

PROPONOWANE STREFY OCHRONY KONSERWATORSKIEJ


STREFA "B" - pierwotny (owalnicowy) układ przestrzenny, z uwagi na wartości kulturowe historycznie ukształtowanego zespołu urbanistycznego. Granice strefy należałoby wyznaczyć: od wschodu wzdłuż drogi zagumiennej, od zachodu w linii zasięgu działek siedliskowych, zaś od północy i południa w zasięgu zwartej zabudowy wsi.
 
STREFA "K" - cmentarz poewangelicki, śródwiejski, w granicach historycznego założenia,
- cmentarz poewangelicki, północny - jako zwarta kępa zieleni wysokiej w krajobrazie rolniczym,
- cmentarz poewangelicki rodowy, w południowo-zachodniej części wsi, łącznie z aleją dębowo - kasztanową,
- cmentarz żydowski w południowo-zachodniej części wsi
 
WYKAZ OBIEKTÓW CHRONIONYCH
- kaplica, ob. kościół, mur. kon. XVIII, II poł. XIX w., przeb. w l. 80-tych XX w.
- grobowiec rodzinny Büttner, mur. 3 ćw. XIX w.
- kapliczka przydrożna, mur. pocz. XX w.
- bud. mieszkalny nr 1, mur. 1903 r.
- bud. gospodarczy nr 1, szach. 3 ćw. XIX w.
- bud. mieszkalny nr 5, mur./szach. 4 ćw. XIX w.
- bud. mieszkalny nr 6, mur. pocz. XX w.
- stodoła nr 6 kam./cegła kon. XIX w.
- bud. mieszkalny nr 10, mur. 10-te XX w.
- stodoła nr 10, szach. 4 ćw. XIX w.
- obora nr 50 (pofolwarczna), mur./szach. 3 ćw. XIX w.
- bud. mieszkalny nr 51 (pofolwarczny), mur. 4 ćw. XIX w.
- stodoła nr 51 (pofolwarczna), kam./cegła 3 ćw. XIX w.
- bud. mieszkalny nr 52 (pofolwarczny), mur. poł. XIX w. l. 20-te XX w.
- bud. mieszkalny nr 54 szach. 3 ćw. XIX w.
- bud. mieszkalny nr 55, mur. kon. XIX w.
- warsztat nr 55 l. 20-te XX w.
- bud. mieszkalny nr 56, mur. 4 ćw. XIX w.
- stodoła nr 56, kam./cegła, 4 ćw. XIX w.
- bud. mieszkalny nr 57, szach./mur. 4 ćw. XIX w.
- stodoła nr 57, szach. 3 ćw. XIX w.
- stodoła nr 58, szach. 3 ćw. XIX w.
- bud. mieszkalny nr 31, mur. 1935 r.
- bud. inwentarski nr 65, mur. pocz. XX w.
- obora nr 65, kam./cegła, 4 ćw. XIX w.
- bud. mieszkalny nr 67, mur. pocz. XX w.
- bud. gospodarczy nr 67, szach./mur 4 ćw. XIX w.
- stodoła nr 67 szach. 4 ćw. XIX w.
- bud. mieszkalny nr 70, mur. 1910 r.
- bud. mieszkalny nr 72, mur. pocz. XX w.
- bud. mieszkalny nr 74, mur./szach. pocz. XX w.
- bud. mieszkalny nr 76, mur. pocz. XX w.
- bud. warsztatowe b.nr mur. kon. XIX w.
- komin gorzelni pofolwarcznej, mur. 4 ćw. XIX w.
STREFA "K"- cmentarz przykościelny, w centrum wsi, z kościołem zaadoptowanym z XVIII-wieczne kaplicy grobowej rodziny Bukowieckich.

 

Tajemnica goruńskiej kaplicy.

 

            Goruńsko, to mała wieś sołecka położona 13 kilometrów na północny zachód od Międzyrzecza. W jej samym centrum usytuowana jest kaplica. Składa się z dwóch części - starszej - XIX-wiecznej i nowszej - z końca lat 80-tych naszego stulecia. Po obu stronach starszej części, nad drzwiami zostały umieszczone tablice z piaskowca, na których wyryto napisy o następującej treści: „Grób familii Bukowieckich” i „Z woli Bogusława Bukowieckiego * d. 10 lutego 1757 + 24 lutego 1842 wystawił August Bukowiecki”. Są to rzadkie w naszym regionie ślady polskości na dawnych rubieżach zachodnich przedrozbiorowej Wielkopolski.

            Starsza część kaplicy to XIX-wieczny grobowiec Bukowieckich. W poszukiwaniu wiadomości o grobowcu trafiłem do Muzeum w Międzyrzeczu. Dzięki uprzejmości jego dyrektora p. Jadwigi Patorskiej, dowiedziałem się, iż w roku 1946 krypta grobowa była odsłonięta. Przy tej czynności była obecna pani Chwirotowa, wówczas nauczycielka w Goruńsku. Po odsłonięciu krypty, okazało się, iż jest w niej pięć trumien. Pani Chwirotowa odnotowała, iż pochowani są tu: Bogusław Bukowiecki, Maria Wiktoria Bukowiecka, Ksawery Bukowiecki, Bernard Bukowiecki oraz August Samuel Teodor Jan Bukowiecki. Następnie wnętrze komory zasypano, a otwór zamurowano. Kim byli Bukowieccy pochowani w Goruńsku? Kim byli Bogusław Bukowiecki i fundator grobowca August Bukowiecki?

            Pierwsze wzmianki o Goruńsku pochodzą z końca XIII w. Już w XV w. wieś była własnością rodziny Chycińskich. W XVI w. ostatnią dziedziczką Goruńska, a także pobliskiej Chyciny, była Anna Chycińska, córka Mikołaja. Około roku 1540 wyszła za mąż za Zygmunta Bukowieckiego herbu Drogosław, pana na Bukowcu i Łagowcu, także w powiecie międzyrzeckim. Bukowiec był siedzibą rodową Bukowieckich już od końca XIV wieku. Po ślubie, ojciec Zygmunta Bukowieckiego - Szymon, doprowadził do transakcji. Dał synowej swoje części Bukowca i Łagowca, otrzymał zaś od niej Chycinę i Goruńsko, która to ostatnia posiadłość należała przez trzysta ostatnie lat do jej przodków. Mimo, iż wkrótce potem Zygmunt Bukowiecki zmarł (nie żył już w 1547 r.), a wdowa Anna wyszła za Tomasza Skarskiego, Chycina i Goruńsko pozostały własnością Bukowieckich. Najpierw ich właścicielem był Mikołaj (znany z lat 1547 - 1570). Po rodzicach odziedziczył Bukowiec, Łagowiec oraz Chycinę i Goruńsko. W Chycinie wystawił kościół. Porzucił wyznanie rzymsko-katolickie i przeszedł na kalwinizm. W roku 1565 część Goruńska przekazał bratu Abrahamowi. Jakaś część wsi należała wówczas do kościoła, gdyż wiadomo, iż Abraham w 1580 r.  płacił na jego rzecz daninę naliczaną od 9 łanów, 9 zagród, 1 osady, 1 kowala, 35 owiec i 2 pasterzy. Przez następne kilkaset lat Goruńsko, przechodziło z pokolenia na pokolenie Bukowieckich, bez przerwy dzielone i wymieniane pomiędzy członkami rodziny. Po Mikołaju odziedziczył je jego syn Jan (ok. 1582-1617), następnie jego syn Stanisław. Następnie znalazło się w rękach Wacława Bukowieckiego i jego żony Anny Katarzyny z Mielęckich (dobrze znanych z zachowanych tablic trumiennych, przechowywanych w Muzeum w Międzyrzeczu). Po nich Goruńsko znalazło się w rękach ich syna Jana. Jego żona Eleonora Katarzyna Gorzeńska stała się znana z tego, że sama będąc kalwinką odnowiła katolicki kościół właśnie w Goruńsku. Kościół ten nie zachował się do naszych czasów. W 1692 r. dwaj synowie Wacława i Eleonory Katarzyny Bukowieckich dokonali podziału majątku. Starszemu Janowi (1664 - 5 I 1716) przypadło Goruńsko, jednak zobowiązał się do wystawienia dla matki drewnianego dworu w Chycinie. Drzewo na dwór miał dostarczyć drugi z obdarowanych młodszy brat - Adam Konstanty (1668 - 7 IV 1719), który otrzymał Chycinę. Po śmierci Jana, Goruńsko odziedziczył jego syn Bogusław Gustaw (ok. 1717 - 1764), który był także dziedzicem Dziećmiarek (w powiecie gnieźnieńskim). 10 IV 1755 r. spisał układ z bratem Ludwikiem Zygmuntem, ustępując mu swoją część Goruńska. Jego żoną była Jadwiga Anna Mielęcka herbu Aulok, którą poślubił we dworze Hamerskim 12 II 1749 r. Miał z nią trzech synów: Karola Adama (1753-1824), Teodora Ludwika (1759 - ?) oraz Jerzego Bogusława.

            Jerzy Bogusław urodził się 10 lipca 1757 r. To jego dotyczy napis nad wejściem do grobowca, choć podano tam błędną datę urodzin (10 lutego). Chrzest odbył się 25 lipca 1757 r. w Skokach. 7 czerwca 1783 r., na kilka miesięcy przed śmiercią stryja Ludwika Zygmunta (zm. 13 IX 1783 r.), Jerzy Bogusław odkupił od niego Goruńsko za 80.000 złotych. Żoną Jerzego Bogusława była Anna Trepczanka herbu Topór (zm. ok. 1790 r.), córka Krzysztofa i Ludwiki z Rozbickich. Mieli troje dzieci, o których losach niewiele wiadomo. Najprawdopodobniej wszystkie zmarły bezpotomnie. O synu Ksawerym wiadomo tylko, iż urodził się 24 sierpnia 1785 r. i zmarł 30 stycznia 1841 r. Poślubił Joannę Haza z Radlic, córkę Bogusława Piotra i Zofii z Taylorów. Maria Wiktoria, urodziła się najprawdopodobniej w 1788 r., a zmarła 24 maja 1817. Druga córka - Zofia - zmarła najprawdopodobniej w dzieciństwie. Na Jerzym Bogusławie i jego dzieciach kończy się linia Bukowieckich  pochodzących od Jana (1664-1716), syna Wacława.

            Jerzy Bogusław zmarł 24 lutego 1842 r. w Goruńsku. Powodem śmierci Bukowieckiego była „zapaść płuc z powodu zaawansowanego wieku”. Przeżył 85 lat i śmierć wszystkich najbliższych - żony i trojga dzieci. Z pewnością największym ciosem była śmierć syna Ksawerego, zwłaszcza, że nie pozostawił po sobie potomstwa.

            W roku 1841 Jerzy Bogusław spisał swój testament. Majątek podzielił pomiędzy Marcelego Teofila Bukowieckiego (dalekiego kuzyna) oraz syna Konstantego. Jednak po śmierci Konstantego musiał dokonać zmian w testamencie i Goruńsko zapisał innemu dalekiemu krewniakowi - majorowi Augustowi Samuelowi Teodorowi Janowi Bukowieckiemu, wywodzącemu się z linii Bukowieckich od Adama Konstantego  (1688-1719), syna Wacława.

            August Samuel Bukowiecki był barwną postacią historyczną. Jego biografię spisał Marceli Motty - znany XIX-wieczny literat poznański rodem z Międzyrzecza, a prywatnie zięć majora.

            Urodził się w Chycinie 15 czerwca 1781 r. Jako młody chłopiec trafił do szkoły w Lesznie, gdzie uczyło się dużo młodzieży dysydenckiej. Uczył się tu m. in. łaciny i niemieckiego. W 1790 r. w Lesznie wybuchł pożar, który pochłonął prawie całe miasto. Po wielu latach August tak to wspominał: Wreszcie ziściło się to, czegośmy chcieli i na widok płomienia upragnionego nad dachem szkolnym, wpadłem do mego gospodarstwa, krzycząc z radości: „Bogu dzięki, szkoła się pali!”. Następnie August trafił do Frankfurtu nad Odrą, gdzie kontynuował naukę w tamtejszym gimnazjum. Po ukończeniu gimnazjum, w roku 1798 wstąpił do regimentu dragonów stacjonującego w Landsbergu nad Wartą. Początkowo był junkrem (podchorążym), później podporucznikiem. Tak wspominał ten okres: Parady i uroczyste przeglądy odbywano częstokroć, a przygotowanie do nich połączone było z niemałym utrapieniem (...) Noc przedtem trzeba było nieraz przetrzymać stojąc lub siedząc z wyprężonymi nogami, bo białe, krótkie spodnie wypychano starannie otrębami lub pakułami tak, żeby ani jedna fałdka na nich się nie zjawiła; warkocz i harbejtel zgrabnie układano, długie wzdłuż obydwóch skroni idące loki zwijano w walce i pudrowano, do czego kompanie i szwadrony miały własnych fryzjerów, którzy żołnierzy jednego po drugim operowali. Musztry były długie i męczące; obiady, które się po większej części u pułkownika lub rotmistrza dla oficerów i junkrów odbywały, sztywne i jednostajne, a pobyt w małym mieście nieszczególnie zabawny. Najprzykrzej wszakże dotykało ludzi mających wrażliwszą i czulszą naturę srogie jeszcze wtenczas w wojsku pruskim obchodzenie się z prostymi żołdakami. Opowiadał mi z oburzeniem stary pan major, jak ich dręczono bez litości za najmniejsze przewinienie i jak kilkakrotnie odkomenderowany do rózg patrzał na krew plużącą z grzbietu biedaków, których prowadzono powoli między dwoma rzędami uzbrojonych w pręty i siekących niemiłosiernie; padali oni zwykle zemdleni, nim doszli do końca.

            Ze służby pruskiej wystąpił w roku 1804 i wyjechał w kilkuletnią podróż po Europie. Był we Francji, gdzie dłużej zabawił w Paryżu, był także w Katalonii, Szwajcarii. Najdłużej przebywał jednak we Włoszech, które całe objechał. W czasie podróży nauczył się francuskiego i włoskiego, z rozmowy i z książek, iż do późnego wieku nie tylko biegle nimi mówił, lecz po francusku zupełnie trafnie i ozdobnie pisał. W czasie podróży także poznał wielu Polaków. Do stron rodzinnych powrócił dopiero po pokoju w Tylży (czerwiec 1807 r.). Wstąpił wówczas do powstającego wojska Księstwa Warszawskiego. Jako porucznik trafił do pułku Rożnieckiego. W czterdzieści pięć lat później, major Tchórznicki (oficer napoleoński, a później powstaniec listopadowy), znajomy Augusta z okresu Księstwa Warszawskiego w liście do Augusta tak wspominał te czasy: Ciebie często przed oczyma mymi widzę; widzę cię oczywiście w postaciach, które mi najwięcej w pamięci utkwiły, widzę cię to w marszach naszych, to w musztrach, gdy na twym Müllerze harcowałeś lub na twym karym faworycie nami dowodziłeś, to znów na kwaterach, w nankinowym spencerku, gdy mi drewnianymi konikami lekcje mustry dawałeś, co, zdaje mi się, najwięcej mi do tego pomogło, iż gdy cię do Hamburga odkomenderowano, Rożniecki mnie instruktorem 12 pułku zrobił i potem do innych pułków posyłał. Nade wszystko za to ci do śmierci wdzięcznym będę, żeś mnie kształcił, oświecał i dobre zasady we mnie wpajał. Niech twoja skromność mi wybaczy, kochany Auguście, za to, co ci powiem, że ty jeden byłeś z oficerów pułku naszego fundamentalnie militarnie wykształcony. Wysoki poziom wyszkolenia wojskowego Augusta sprawił, iż był instruktorem szkolącym żołnierzy w różnych, na ogół nowotworzonych jednostkach. Szkolił je w Berlinie, Hamburgu i Magdeburgu. Oprócz tego pracował w „biurach wojskowych”. W roku 1809 brał udział w wojnie z Austrią, a w roku 1812 był już rotmistrzem i był odznaczony krzyżem Virtuti Militari (zapewne za kampanię 1809 r.). Na początku kampanii 1812 r. był officier d’ordonnance w kwaterze głównej Wielkiej Armii. Pierwszą jego misją w tym charakterze było zawiezienie rozkazów do króla Hieronima Bonaparte. Rozkazano mu pędzić do niego „na złamanie karku”. August, wraz z przydanym mu do pomocy sierżantem pędził dzień i noc do kwatery króla westfalskiego. W końcu musiano obydwóch złożyć na wóz, bo się już w siodłach utrzymać nie zdołali. Przybyli do kwatery Hieronima po 5-6 dniach, ale byli w takim stanie, że przed oblicze króla zawleczono go prawie nieprzytomnego. Na pytanie po co go przysłano, August wyjąkał z ledwością: une prise, une prise („szczyptę tabaki”). Hieronim z uśmiechem podał mu swoją tabakierę, August zażył tabaki, kichnął kilka razy i dopiero po tym przekazał rozkazy. Tabakierka podarowana przez Hieronima później zaginęła gdzieś w Rosji. Po powrocie z misji major Bukowiecki został odkomenderowany do sztabu korpusu marszałka Davout’a. Pewnego razu miał odczytać napis na drogowskazie, aby odczytać dokąd prowadzi droga. Ponieważ napis był zatarty, August chciał jakoś elegancko wybrnąć z sytuacji i powiedział: Ms. le maréchal, la dent de Saturne a effacé l’inscription. - Tudieu, quel Bossuet! - zawołał na to marszałek Davout („Panie marszałku, ząb Saturna zniszczył ten napis; Do kaduka, co za Bossuet!”). Za udział w bitwach pod Smoleńskiem i Borodino August był odznaczony elitarnym krzyżem kawalerskim Legii Honorowej. Później był świadkiem pożaru Moskwy, który wywarł na nim - zawodowym żołnierzu, który brał udział w niejednej bitwie - wstrząsające wrażenie. Jeszcze po kilkudziesięciu latach nie chciał mówić o pożarze. Tylko raz dał się namówić do opowieści. Jednak przerwał to opowiadanie głośnym płaczem. Podczas odwrotu, nad Berezyną pod dowództwem Ney’a bronił przeprawy dopóki nie został zerwany most. Stał cały czas po kolana w wodzie lub śniegu, bez płaszcza, bez jedzenia, przemarznięty, kilkakrotnie ranny od kozackich pik. Kiedy przedostał się na drugi brzeg rzeki, nie był w stanie iść dalej. Zlitowali się nad nim jacyś żołnierze, którzy załadowali go na wóz i niemal zamarzniętego dowieziono go do Wilna. Tu zawieziono go do domu doktora Augusta Ludwika Bécu. Gdy na drugi dzień któryś z nich przyszedł odwiedzić chorego, ze zdumieniem zauważył, iż August Bukowiecki nadal leży gdzieś w stajni, tak jak go zostawiono dzień wcześniej. Oburzony na doktora, zwołał kilku ludzi i kazał przenieść ledwie żywego do szpitala sióstr miłosierdzia, gdzie po długich prośbach go przyjęto. Przypadek sprawił, iż został umieszczony obok innego rannego oficera - hrabiego Aleksandra Fredry, później znanego komediopisarza. Dzięki pomocy sióstr i rosyjskich chirurgów, gdyż armia rosyjska w międzyczasie zajęła Wilno, Bukowiecki odzyskał przytomność ale długo jeszcze chorował. Aby zapobiec zaczynającej się gangrenie, ucięto mu „końcowe członki palcy u nóg i rąk”. Po powrocie do zdrowia wywieziono go na Sybir. Jednak w czasie podróży odnowiły mu się rany w palcach i dlatego wysadzono go w Wiatce, gdzie pozostał do 1816 r. W tymże roku powrócił do Królestwa Kongresowego i w stopniu majora podjął służbę w szeregach jego armii. Wkrótce postarał się o dłuższy urlop i pojechał do poznańskiego odwiedzić rodzinę. Wówczas mieszkańcy powiatu wyrzyskiego zwrócili się do niego z prośbą aby objął urząd landrata, czyli starosty powiatowego. Na to stanowisko został wybrany jednogłośnie. Przez pół roku był jednocześnie majorem wojsk Królestwa i landratem powiatu wyrzyskiego w zaborze pruskim. Funkcję starosty pełnił przez 25 lat, za co też otrzymał order Czerwonego Orła trzeciej klasy (Roter Adler Orden). Landrat stał się wkrótce osobistością znaną i szanowana w powiecie. Motty pisał: Prawość jego bezwzględna w pożyciu i sprawach urzędowych, rzetelna prawdziwość w każdym słowie i dobroć serca znane były wszystkim, nawet maluczkim, z którymi ciągle miał do czynienia, a wykształceniem, rutyną towarzyską, przeszłością i zasługą wojskową, częstokroć oryginalnością wyrażeń i wzięcia zyskał sobie wielką popularność w kołach obywatelskich. (...) Usposobienie jego wybuchowe z natury, powiększone jeszcze przebytymi w kampanii rosyjskiej cierpieniami, objawiało się nieraz nie tylko w domu, ale i w towarzystwach nagle i niespodzianie; mogła je podrażnić błaha przyczyna (...) a wówczas pan landrat wpadał w gniew gwałtowny, podnosił głos do najwyższej skali i wyrazów z słownika nie dobierał. Wszakże nikt się tym nie obrażał i nikt mu za złe nie miał jego impetów, ani nawet panie; wszyscy wiedzieli, że to mimowolne; trwało to zresztą krótko i niebawem wracał pan landrat do zwykłego spokoju w mowie i ruchach, jak gdyby nic nie zaszło. W chwilach jakiegokolwiek afektu odzywał się zwykle po niemiecku, co zresztą także u kilku innych kalwinów naszych dostrzegłem, którzy wychowanie początkowe i religijne zwykle u niemieckich pastorów pobierali. Przypominam sobie na przykład, że pięćdziesiątego drugiego roku przybiegłem do niego pewnego rana, słysząc, iż w nocy zapadł niebezpiecznie na cholerę. Gdy wszedłem do pokoju, wydobywano go właśnie z kąpieli i spostrzegłszy mnie zawołał: „Siehst du, nun bin ich zur grossen Reise abgewaschen” („Widzisz, jestem już teraz wymyty na wielką podróż”).

            W życiu nadzwyczaj skromny i wstrzemięźliwy, miał tylko jedną słabość: otóż namiętnie lubił wista. Innej gry nie tykał nigdy, ale bez wista obyć się nie mógł. Dnie i wieczory był w stanie siedzieć przy stoliku, obojętny na to, co naokół się działo, i przypominam sobie, iż raz właśnie w tym domu, usadowiwszy się z panem Stanisławem Kolanowskim około wieczora we dwójkę, ciągnęli robry aż do jasnego dnia nazajutrz, dopóki pan Kolanowski nie zemdlał ze zmęczenia.

            W czynnościach urzędowych niezwykle sumienny i prędki, bo nawet na prywatne listy odpisywał zwyczajnie zaraz po ich przeczytaniu, i wózka do objazdów w powiecie latem i zimą nie szczędził, nie był jednak uniżonym służką przełożonej władzy i oparł się wielokrotnie żądaniom, które za niesłuszne lub niemożebne uznał, domagając się natarczywie tego, co dla powiatu było potrzebne. (...) Gdy mu pewnego razu w Bydgoszczy odmówiono jakiegoś koniecznego funduszu, pojechał do Berlina i żądał u ministra posłuchania w tej sprawie. Pan minister, przez berychty uprzedzony, rzekł do wchodzącego, robiąc nieco kwaśną minę: „Wyraź się pan krótko, bo nie mam czasu, muszę wychodzić”. Na to  zawołał głośno Bukowiecki: „Excellenz, Geld, Geld, Geld!” - nie dodająć słówka więcej. „Rzeczywiście krótko się pan wyrażasz” - odparł śmiejąc się minister i na danie owego funduszu zezwolił. (...) Gdy Flottwell objął zarząd prowincji, przyszło czasami do starć i nieporozumień, zwłaszcza, że i jeden, i drugi twardej byli natury. Usunąć jednak pana landrata, do czego wielką miano ochotę, przeszkadzały pewne względy. Znany on był dobrze höchsten Ortes [tj. u najwyższych władz], jak mówią Niemcy, bo nieraz nadarzyła mu się sposobność przedstawienia się królowi i następcy tronu i dłuższych z nimi rozmów, gdy przejeżdżając do Królestwa, Gdańska lub Malborga zatrzymywać się musieli w wyrzyskim powiecie dla przeprzęgów pocztowych; wiedziano, że szczególne łaski ma u następcy tronu i że w razie danym jego reklamacje nie byłaby bez skutku. Dlatego też landrat Bukowiecki na stanowisku urzędowym przetrwał naczelnego prezesa Flottwella i pożegnał się z powiatem wyrzyskim dopiero czterdziestego drugiego roku.

            Ostatnie lata życia spędził August w Poznaniu, a także w Goruńsku. W roku 1842 zamieszkał w Poznaniu na wynajętym piętrze kamienicy doktora Ludwika Hiacynta Gąsiorowskiego na Piekarach (pod numerem 12, na I piętrze). W poznańskim mieszkaniu w latach 1948-1949 Bukowieccy udzielili schronienia kolejno trzem znanym postaciom - zbiegom z Królestwa Kongresowego za działalność spiskową: Juliuszowi Słowackiemu, Teofilowi Lenartowiczowii Karolowi Balińskiemu.

            Słowacki przebywał w domu Bukowieckich przez kilka tygodni - od 11 kwietnia do początku maja 1848 r., kiedy dostał nakaz opuszczenia Wielkopolski. Julian Bukowiecki (syn Augusta), wówczas 15-letni młodzieniec, tak po latach wspominał pierwszy kontakt z wieszczem: Stawam na progu - poeta w czarnym ubraniu, wsparty na obu dłoniach, zaczytany tak głęboko, że nie widzi, nie słyszy głosnych ukłonów. Sunę też ku niemu - poznaję księgę, w której jego blade, ciemne oblicze, dusza jego zatopiona cała - to „Pismo Święte”. Oniesmielony szepnąłem zlecenie [otrzymane od matki] - a gdy spojrzał i odezwał się do mnie, tom czuł, że mu dziecinnie przerywam rozmowę, jaką toczy chyba z samym Bogiem - o Ojczyxnie, której próg po tylu latach po raz pierwszy przestąpił z tak silnie bijącym sercem. Ogarnęła mnie bojaźń i wstyd - wybiegłem. Odtąd widywałem go co dzień po dwakroć przynajmniej wśród wspólnych obiadów i wieczerzy, przez cały miesiąc kwiecień, do maja początków. Zrazu bywał swobodniejszym, później coraz, coraz to więcej ponurym. Zrazu częściej zabierał głos to ożywiając nas wspomnieniami swej po Włoszech, po Wschodzie podróży, to o najosobliwsze trącając przedmioty. Młody chłopak ogarniać nie mogłem jego myśli tak dla mnie nowej, zdumiewającej.

            Z pobytem poety w domu Bukowieckich związana jest także anegdota. Pewnego razu Słowacki stwierdził, iż spotkał w Poznaniu wielu ludzi, których imiona i nazwiska doskonale pasują do charakteru czy zawodów ich właścicieli. Wówczas Bernard Bukowiecki zauważył: Dziwne to, ale wierzę. To też pan, mistrz słowa, nazywa się doskonale - Słowacki.

            Kilka dni przed wyjazdem z Poznania, siedząc przy herbacie, Słowacki zapytał gospodarza o przyczynę braku palców. Ha - wykrzyknął zagadnięty energicznie - to ten bestyja Bécu temu winien; gdyby nie on, miałbym może palce jak wszyscy ludzie. I na kolejne pytania zaczerwienionego poety opowiedział  swoją przygodę z 1812 r. Kilka dni później, w czasie pożegnania z Bukowieckimi, Słowacki oświadczył, iż ma wielką prośbę do pana majora, i błaga aby została wysłuchana. Bukowiecki obiecał, iż zrobi co tylko będzie możliwe. Panie majorze - zawołał Słowacki - zrób to pan dla mnie, zapomnij i wybacz doktorowi Bécu, bo to mój ojczym, który już nie żyje i któremu wiele winienem!. Rozczulił tym Augusta, który wzruszył się i powiedział, iż będąc blisko śmierci, już dawno zapomniał i darował nie tylko doktorowi, lecz wszystkim, którzy go kiedykolwiek skrzywdzili.

            Wyjeżdżając, Słowacki wpisał dedykację do biblii żony Augusta. Z Paryża przysłał jej także list datowany 5 września 1848 r. Rue de Ponthieu. Do dziś jest jedną z najcenniejszych pamiątek rodzinnych. Oto jego treść:

            Pani!

Po wielu wędrówkach niespokojnych, po wielu usiłowaniach bezskutecznych, wróciłem do mego spokojnego schronienia w Paryżu, gdzie od miesiąca już przeszło zostaję, często przemyślałem jakimby sposobem, przypomnieć się domowi, w którym z taką łaskawą gościnnością przyjęty byłem. Wiele na tem cierpiałem żem przymuszony był wyjechać z Poznania i porzucić dom, nie pożegnawszy wszystkich Osób tej Rodziny, z których każda ma wieczne prawo do mojej wdzięczności i uwielbienia. Lecz nade wszystko smutno mi było, i smutno jest dotąd, żem głowy mojej nie mógł schylić głęboko przed Pani osobą, że tej czci którą dla Niej przyjęty byłem, w ostatniej chwili pożegnania wyrazić nie mogłem. Bo wierz mi Pani, szczerze to powiem, nigdy jeszcze charakter Matki Polki nie stanął przede mną w takim majestacie, jakim był, gdyś Pani, śród nieszczęść rodzinnych, mimo łez wylewanych całym światłem i całą powagą patryotyzmu świeciła. Nigdy nie zapomnę ani żałoby którąś była okryta ani tej energii, z którą syna swego oddawałaś obowiązkowi i Bogu. I dla tego to, błogosławię okolicznościom, które mię pod dach Pani zaprowadziły, które kilka chwil pod jej opieką przeżyć mi dały, bo widzenia tak wielkich cnot zostało mi skarbem wiecznym w pamięci i przez uczucie czci, ciągle mię łączy w duchu z Jej domem.

            Przy tym głównym uczuciu uwielbienia, które tu wyrazić musiałem i wierz mi Pani, że serca moje prawdziwie gotowe wziąć udział we wszystkiem co się domu Pani dotyczy, jak serce domowników. Dla tego to, byłbym szczęśliwy dowiedzieć się, czyli Bóg raczył już ułagodzić boleść Pani Koszkowskiej  - ani też obojętną byłaby mi wieść, choćby najmniejsza, dotycząca się osób, które składają Jej szanowną rodzinę. Z nieśmiałością więc zanoszę prośbę, nie do Pani, bo Jej powagi taka pracą trudzić bym nie śmiał, ale upraszam młodych synów Pani, jako braci moich, aby mi choć w krótkim liście o teraźniejszym powodzeniu domu Pani zawiadomili.

            Nie śmiem przedłużać listu tego, bowiem się lękam, aby wspomnienie osoby mojej, z tylu smętnemi zdarzeniami połączone, nie wywołało jakich boleśnych wspomnień w sercach, które rad bym uleczon widzieć zupełnie i szczęśliwe.

            Racz więc przyjąć Pani wyznanie moje najgłębszego uszanowania i chciej mi co polecić jako życzliwemu słudze swemu.

                                                                                  Juliusz Słowacki

            Nie śmiejąc osobnym listem utrudzać Wielmożnego Bukowieckiego - składam to wyznanie głębokiego poważania i szacunku.

 

            Niejasne zakończenie tego listu sprawiło, iż wybitny znawca Słowackiego Zbigniew Sudolski, podejrzewa, iż być może jest to ślad po romansie poety z jedną z córek państwa Bukowieckich, co także zostało utrwalone w przekazach rodzinnych. Leon Bukowiecki, w prostej linii prawnuk Augusta Samuela, do dziś przechowuje biblię podarowaną przez J. Słowackiego, na której czytaniu zastał poetę Julian oraz cytowany list Słowackiego.

            Żoną Augusta Samuela była Franciszka Józefa Doręgowska (1798 - 3 VI 1862). Miał z nią sześcioro dzieci: Pelagię (1824-1884), wdowę po Napoleonie Koszkowskim, majorze wojsk napoleońskich (poległ w bitwie pod Miłosławiem w 1848 r.) Walerię (1829-1893), żonę Marcelego Motty; Leona (1831 - ok. 1894); Juliana Wojciecha (1833-1896), znanego wielkopolskiego społecznika i publicysty; oraz Bernarda (1835-1856).

            August Samuel wywodził się z linii Bukowieckich z Chyciny. Majątek ten był w posiadaniu rodziny tak samo jak Goruńsko, od pierwszej połowy XVI w. Jednak po śmierci Andrzeja Samuela (zm. w 1797 r.) - ojca Augusta Samuela - zostało podzielone pomiędzy spadkobierców. W pierwszym dziesięcioleciu XIX w. działy te zostały wykupione przez Sebastiana Kalkreutha, i od tej pory cała Chycina stała się własnością tej niemieckiej rodziny.

            Po przejęciu Goruńska, August Samuel wybudował grobowiec, w którym pochowano Jerzego Bogusława, oraz jego dzieci: Ksawerego i Marię Wiktorię.

            Major August Samuel Bukowiecki zmarł 12 marca 1856 r. w wieku 75 lat, „z powodu starości”. Pochowano go także w rodzinnym grobowcu w Goruńsku. O kilka zaledwie tygodni przeżył ojca Bernard, który zmarł 17 kwietnia 1856 r. w wieku 21 lat. Bernard, uczeń Gimnazjum św. Marii Magdaleny w Poznaniu, młodzieniec rokujący najpiękniejszą przyszłość pełen zdolności i najszlachetniejszych przymiotów serca, zgasł przedwcześnie w roku 1856, pięć tygodni po ojcu, szczerze opłakiwany przez wszystkich kolegów szkolnych i licznych przyjaciół, jak odnotował XIX-wieczny genealog Teodor Żychliński. Także on został pochowany w grobowcu rodzinnym w Goruńsku.

            Po śmierci Augusta Samuela, majątek przypadł  w spadku żonie i sześciorgu dzieciom. Po smierci żony Augusta Franciszki Józefy w 1862 r. rodzina postanowiła spieniężyć majątek i dokonać jego podziału. Goruńsko a także pobliskie folwarki Strużyny i Potrzebowo za 148 tys. talarów sprzedano Gustawowi Hermannowi Büttnerowi z Berlina. Nowy nabywca zobowiązał się zatrudnić dotychczasowego gajowego Piotra Rudnickiego, oraz znajdujący się na dobrach kupionych grobowiec familijny Bukowieckich tejże familii, pozostawić nienaruszony.

            W ten oto sposób Bukowieccy, niegdyś posiadający wsie Bukowiec, Łagowiec (które sprzedane były już znacznie wcześniej), Chycinę, sprzedali ostatni majątek i definitywnie wyprowadzili się z powiatu międzyrzeckiego. Nowym gniazdem rodu stało się w kilkadziesiąt lat później Cichowo koło Kościana, gdzie generał Mieczysław Bukowiecki wybudował dwór. Nowi właściciele Goruńska wybudowali nowe zabudowania folwarczne, które stoją do chwili obecnej. Jedynym śladem po Bukowieckich pozostał grobowiec, który przetrwał nawet trudny okres hitlerowski. Po 1945 r., kiedy Goruńsko powróciło do Polski, grobowiec pełnił rolę kaplicy. W roku 1987 rozbudowano ją do obecnych rozmiarów.

 (Autor tekstu: Dariusz Rymar)

 

 

 

 
«« wstecz
drukuj wyślij ten link
 
 
Mapa
Subskrypcja
Zapraszamy do korzystania z naszego biuletynu informacyjnego. Prosimy wpisać swój adres e-mail w pole poniżej.
dopisz
Warto zobaczyć

Zadaj pytanie
 
on line: 6 odwiedzin: 285985 design & hosting Trol Intermedia